sobota, 1 czerwca 2013

Na Filipiniach - 21/22.05.2013

Droga do El Nido była oczywiście troszkę męcząca, w zbyt małym vanie, po krętych drogach, przez pięć godzin. Na szczęście większość przespałam i niewiele z niej pamiętam. Wiem na pewno, że w drodze złapała nas na jakimś postoju tropikalna ulewa! Dawno nie widziałam już tak wielkich kropel deszczu. Pylista droga w pięć sekund zamieniła się w bajorko, co nie przeszkodziło oczywiście szalonemu kierowcy (trzeba uznać, że w Azji każdy kierowca jest szalony) pruć ile fabryka dała... Staram się już tym nawet nie stresować, tylko w czasie deszczu jeszcze się przejmuję :-) El Nido jest o wiele mniej przyjemnym miasteczkiem od Sabang, no ale wiedzieliśmy o tym, obyło się więc bez przykrej niespodzianki. Plaża jest malutka i niestety cała zagospodarowana przez hotele i bary, nie ma więc mowy o w miarę samotnym relaksowaniu się na niej. Nawet nie staraliśmy się o nocleg na plaży, wiedzieliśmy, że ceny są poza naszym zasięgiem. Pojechaliśmy prosto do poleconego nam przez Muinowiczów hotelu Silverise, który jest nowy, więc pokoje mają bardzo porządny standard (najlepszy w całej naszej podróży), a do plaży jest i tak bardzo blisko. I tylko mamy niechcianych lokatorów w postaci malutkich mróweczek, które w pięć minut obsiadły nasze bananowe ciasto... na szczęście kiedy tylko znika z pola widzenia jedzenie, znikają i mrówy (potem okazało się, że to nieprawda i raz nawet wyszły z komputera!). Ciepłej wody w prysznicu oczywiście nie ma, ale to już tylko szczegół. I prąd mamy dłużej niż w Sabang, bo od 2 po południu aż do 6 rano!! Luksus. El Nido jest niestety również dwa razy droższe od Sabang (no może przesadziłam, ale ze 30 % na pewno). Staramy się jednak zawsze robić zakupy poza centrum turystycznym i w ten sposób znaleźliśmy mini szaszłyczki za 5 pesos (40 P to jeden dolec więc ok. 40 groszy), nadziewane na patyk banany za 10 P i super banana rolls (takie jakby naleśniki) za 15 P! Zauważyłam, że wszyscy napotkani bakpakersi skarżą się na tutejsze ceny jedzenia i wymieniają informacjami jak zjeść jak najtaniej. Takie już nasze zboczenie...

El Nido nie jest zbyt piękne, ale też nie o to chodzi, żeby było. Głównymi atrakcjami w tej okolicy są tak zwane island hopping i nurkowanie. Island hopping to po prostu pływanie z wyspy na wyspę, oczywiście razem z przewodnikiem w wynajętej łódce i odkrywanie pobliskich wysp, których są tu dziesiątki. Okolica wygląda podobnie jak znana nam już zatoka Halong Bay - z morza wystają wielkie skały, które właśnie są tymi wyspami. Jest może tylko trochę bardziej tropikalnie, a piaseczek tworzący plaże na wyspach jest jaśniutki i przyjemny. Oczywiście, nie może się też obyć bez snorkelingu, czyli nurkowania z fajką. Ci pasażerowie łódki, którzy mają na to ochotę, mogą niejednokrotnie w ciągu jednego dnia poobserwować życie rybek na okolicznych rafach.
Oczywiście wybraliśmy się na taki tour i nie pożałowaliśmy! Pogoda dopisała (a martwiliśmy się., bo poprzedniego dnia prawie cały dzień lał deszcz), popływaliśmy w morzu podglądając życie rafy i bardzo pozytywnie się zmęczyliśmy. W końcu! Trochę przypaliliśmy sobie pupy, bo o tych miejscach jakoś nie pamiętamy przy smarowaniu kremem, ale widoki nam to wynagrodziły. Ja pływałam już w koszulce, ale po ostatnich zabawach wodnych, jutro chyba wskoczę do wody w legginsach. Ledwo mogę siedzieć, więc muszę nad tym jakoś zapanować :-)

Nie mamy wielkiej praktyki w snorkelingu, ale jesteśmy zachwyceni. Widzieliśmy dziś tyle rodzajów rybek, w tak wielu kolorach, tak wiele innych stworzeń morskich i różnorodnych okazów rafy, że nie jestem nawet w stanie sobie wszystkich przypomnieć. Nie wiedzieliśmy w którą stronę patrzeć. Widoczność była wspaniała, woda cieplutka... Czego chcieć więcej? Tym razem już niczego :-) Jest idealnie i jesteśmy bardzo uradowani naszym pobytem na Palawanie. W końcu naprawdę odpoczywamy i nie mamy żadnych powodów do stresu. Chyba jedynym naszym zmartwieniem jest to czy będzie padać czy nie, chociaż dziś trochę padało i nie było to aż takie straszne bo snorkelować da się również w deszczu. Muszę powiedzieć, że mam tutaj chyba najlepsze pływanie w życiu. Jestem strasznym zmarźlakiem i to chyba jedyna woda, jaką spotkałam, w której mogę siedzieć godzinami i ani trochę nie jest mi chłodno. Pamiętam, że nawet w Kambodży po jakimś czasie marzłam i musiałam wychodzić z morza, a tutaj nic! No jest idealnie - dla mnie :-)
Z miejsc, które odwiedziliśmy na pewno największe wrażenie robią secret lagoon – do której trzeba przecisnąć się przez dziurę w skale i small lagoon, do której wpływa się przez wąski przesmyk. Szkoda tylko, że jest tam tak dużo ludzi – takich wycieczek jak nasza organizowanych jest dziennie pewnie kilkadziesiąt, ale nie ma co narzekać. Miejsca są niesamowite, nie jest więc dziwne, że nie jesteśmy jedynymi ludźmi, którzy chcą je zobaczyć. Po drodze mijaliśmy też luksusowe ośrodki wypoczynkowe na wyspach, jednak noc tam kosztuje minimum 100 $ za noc/os, więc może innym razem się skusimy, może kiedy będziemy już dorośli i nie będzie nam się chciało tułać po różnych dziwnych hostelach i hotelikach... Może ten czas kiedyś nadejdzie :-)


Na jutro mamy zaplanowany kolejny island hopping – tym razem gdzieś dalej więc i płynąć będziemy dłużej i mamy nadzieję na kolejne wspaniałe widoki i wrażenia. Na pojutrze zaś zapisaliśmy się na prawdziwe nurkowanie z akwalungiem! Kurs robiliśmy już prawie rok temu i ani razu po nim nie nurkowaliśmy, a że jestem raczej strachliwa i na początku boję się wszystkiego, bardzo dokładnie przedstawiłam w centrum nurkowym moje oczekiwania. Suma sumarum właściciel szkoły powiedział, że dostaniemy oddzielnego dive mastera! Bardzo dobrze, i ma mnie jeszcze trzymać za rękę w trakcie schodzenia pod wodę!!! ;-) Mam nadzieję, że nam się spodoba (chociaż to, że spodoba się Bartkowi nie podlega najmniejszej wątpliwości) i że uda mi się przepędzić moje fobie i w pełni cieszyć tym sportem w przyszłości, ponieważ musi coś w nim być, skoro wszyscy nurkowie tak się zachwycają!

2 komentarze:

  1. Pozdrowienia z w końcu słonecznej ojczyzny! :)
    Czytam o El Nido i wydaje mi się jakby to było wieki temu, ech... :) Pięknie tam...
    Zazdroszczę Wam niezmiernie i żeby się dobić poczytam sobie o Waszych podróżach :)
    Samych miłych spotkań i przygód życzę!
    Eliza

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. heeej, dzięki! :-) mnie też się wydaje, że to było wieki temu! ale bardzo miło wspominamy :-)

      Usuń