Drugiego dnia w El Nido skusiliśmy się
na jeszcze jeden Island Hopping – tym razem wybraliśmy tour C –
cokolwiek by to miało znaczyć – skusiła mnie nazwa Secret Beach,
chociaż i tak wszystkie te miejsca są mniej lub bardziej do siebie
podobne. Na szczęście nasze pupy z rana miały się dobrze,
perspektywa siedzenia kilka godzin na twardej ławeczce na statku nie
wydała się nam więc tak straszna... Kiedy dotarliśmy do łódki
okazało się, że tego dnia, towarzyszyć nam miały jeszcze tylko 2
osoby. W sumie nasza grupa liczyła tylko 4, co w porównaniu z
dziesięcioma z dnia poprzedniego, wydało się luksusem... Jakież
było nasze zdziwienie, kiedy okazało się, że te dwie osoby to nie
kto inny tylko dwie Polki! Nie spotykamy w podróży aż tak wielu
Polaków, byliśmy więc w lekkim szoku. Niniejszym pozdrawiam Elizę
i Zuzę, które były bardzo miłymi towarzyszkami tego dnia. Na
dodatek okazało się, że mamy ze sobą wiele wspólnego, nie tylko
lubimy podróżować, ale na dodatek Eliza równiez pochodzi z
Olsztyna i chodziła do tego samego liceum co Bartek, a Zuzia jest z
Chełma i znała moją koleżankę, ponieważ również chodziła do
tego samego liceum co ona (buziaki Aniu :-) )... I ktoś mi powie
może, że świat jest duży? Nie, malutki, taki tyci, jestem o tym
przekonana.
Wycieczka była chyba nawet fajniejsza
niż ta dnia poprzedniego, nie tylko ze względu na to, że była
bardziej kameralna. Widzieliśmy hidden beach, na którą znów
musieliśmy się przeciskać przez jakieś dziury w skale. Później
popłynęliśmy na dziwną wyspę, która należy lub należała
kiedyś do jakiegoś religijnego Niemca. Wybudował tam coś na
kształt kaplicy bez ścian, a w domu miał chyba jakiś religijny
guesthouse, bo pokoje nosiły nazwy świętych, a w środku były
łóżka, czasem piętrowe. Nasz przewodnik próbował nam wmówić,
że na wyspie straszy, ale my nie zrażeni niczym (i pewnie dlatego,
że był środek dnia i świeciło słońce), postanowiliśmy
zwiedzić dziwny dom. Podobno w 2007 roku Niemiec zachorował i
wrócił do siebie do kraju. Dom przez te 6 lat popadł w totalną
ruinę, co może trochę dziwi, ale w takim klimacie, niezaopiekowany
dom, zachowuje się może w ten właśnie sposób ;-) Meble są
połamane, ściany i sufity się sypią, wszystko wyglądało jak po
pożarze, albo jakimś innym kataklizmie. Bartek wysunął wniosek,
że to chyba jednak przez wilgoć, co też jest całkiem
prawdopodobne.
Po nawiedzonej wyspie, popłynęliśmy
na secret beach, która podobała nam się chyba najbardziej. I nawet
nie ona sama, ale przejście do niej wiodące. Musieliśmy wpłynąć
przez „bramę” skalną, która otwierała się zarówno od góry
jak i od dołu, co można było zobaczyć, trzymając głowę w
wodzie, a my prawie nie rozstawaliśmy się z naszymi maskami i
fajkami. Sama plaża i zatoczka były malutkie, ale bardzo
malownicze. Pod wodą widoki były dość dramatyczne, ostre skały,
duże głębie, bardzo dużo ryb i niestety małe meduzki, które co
chwilę kłuły nas w odsłoniętą skórę... To było już mniej
przyjemne, ale czego się nie robi będąc podglądaczem...
Byliśmy również na helicopter
island, która z daleka wygląda faktycznie, jak zatopiony do połowy
helikopter – bez śmigieł. Tam nie sama wyspa była główną
atrakcją, a rafa koralowa znajdująca się tuż przy niej. Mieliśmy
tam chyba najlepszy snorkelling na całym wyjeździe. Było tak
bogato, że nie wiedzieliśmy gdzie patrzeć (znów). Akurat pod
koniec wycieczki zaczęło padać, więc bez żalu opuszczaliśmy to
wspaniałe miejsce. No może tylko z lekkim żalem :-)
Nasz przewodnik był bardzo miły,
niestety po angielsku mówił bardzo niewyraźnie i nie do końca
zawsze rozumieliśmy o czym. Uśmiechaliśmy się jednak do niego,
kiwając z aprobatą głowami – nie chcieliśmy mu robić
przykrości. Każdy z nas rozumiał coś innego, staraliśmy się
potem ustalić jakąś wspólną wersję. Ja np. na początku wyprawy
zrozumiałam, że naszym zadaniem będzie zbieranie śmieci do worków
i oczyszczanie plaży! Przewodnikowi chodziło chyba jednak tylko o
to, żeby samemu nie śmiecić :-)
Wieczór spędziliśmy z dziewczynami w
ich ogródku, z widokiem na morze, popijając rum light i snując
opowieści o przeszłych i przyszłych podróżach...Nie mogliśmy
jednak pić za dużo, ponieważ... następnego dnie czekało nas
nurkowanie!!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz