sobota, 1 czerwca 2013

Na Filipinach - 23.05.2013

Drugiego dnia w El Nido skusiliśmy się na jeszcze jeden Island Hopping – tym razem wybraliśmy tour C – cokolwiek by to miało znaczyć – skusiła mnie nazwa Secret Beach, chociaż i tak wszystkie te miejsca są mniej lub bardziej do siebie podobne. Na szczęście nasze pupy z rana miały się dobrze, perspektywa siedzenia kilka godzin na twardej ławeczce na statku nie wydała się nam więc tak straszna... Kiedy dotarliśmy do łódki okazało się, że tego dnia, towarzyszyć nam miały jeszcze tylko 2 osoby. W sumie nasza grupa liczyła tylko 4, co w porównaniu z dziesięcioma z dnia poprzedniego, wydało się luksusem... Jakież było nasze zdziwienie, kiedy okazało się, że te dwie osoby to nie kto inny tylko dwie Polki! Nie spotykamy w podróży aż tak wielu Polaków, byliśmy więc w lekkim szoku. Niniejszym pozdrawiam Elizę i Zuzę, które były bardzo miłymi towarzyszkami tego dnia. Na dodatek okazało się, że mamy ze sobą wiele wspólnego, nie tylko lubimy podróżować, ale na dodatek Eliza równiez pochodzi z Olsztyna i chodziła do tego samego liceum co Bartek, a Zuzia jest z Chełma i znała moją koleżankę, ponieważ również chodziła do tego samego liceum co ona (buziaki Aniu :-) )... I ktoś mi powie może, że świat jest duży? Nie, malutki, taki tyci, jestem o tym przekonana.

Wycieczka była chyba nawet fajniejsza niż ta dnia poprzedniego, nie tylko ze względu na to, że była bardziej kameralna. Widzieliśmy hidden beach, na którą znów musieliśmy się przeciskać przez jakieś dziury w skale. Później popłynęliśmy na dziwną wyspę, która należy lub należała kiedyś do jakiegoś religijnego Niemca. Wybudował tam coś na kształt kaplicy bez ścian, a w domu miał chyba jakiś religijny guesthouse, bo pokoje nosiły nazwy świętych, a w środku były łóżka, czasem piętrowe. Nasz przewodnik próbował nam wmówić, że na wyspie straszy, ale my nie zrażeni niczym (i pewnie dlatego, że był środek dnia i świeciło słońce), postanowiliśmy zwiedzić dziwny dom. Podobno w 2007 roku Niemiec zachorował i wrócił do siebie do kraju. Dom przez te 6 lat popadł w totalną ruinę, co może trochę dziwi, ale w takim klimacie, niezaopiekowany dom, zachowuje się może w ten właśnie sposób ;-) Meble są połamane, ściany i sufity się sypią, wszystko wyglądało jak po pożarze, albo jakimś innym kataklizmie. Bartek wysunął wniosek, że to chyba jednak przez wilgoć, co też jest całkiem prawdopodobne.

Po nawiedzonej wyspie, popłynęliśmy na secret beach, która podobała nam się chyba najbardziej. I nawet nie ona sama, ale przejście do niej wiodące. Musieliśmy wpłynąć przez „bramę” skalną, która otwierała się zarówno od góry jak i od dołu, co można było zobaczyć, trzymając głowę w wodzie, a my prawie nie rozstawaliśmy się z naszymi maskami i fajkami. Sama plaża i zatoczka były malutkie, ale bardzo malownicze. Pod wodą widoki były dość dramatyczne, ostre skały, duże głębie, bardzo dużo ryb i niestety małe meduzki, które co chwilę kłuły nas w odsłoniętą skórę... To było już mniej przyjemne, ale czego się nie robi będąc podglądaczem...

Byliśmy również na helicopter island, która z daleka wygląda faktycznie, jak zatopiony do połowy helikopter – bez śmigieł. Tam nie sama wyspa była główną atrakcją, a rafa koralowa znajdująca się tuż przy niej. Mieliśmy tam chyba najlepszy snorkelling na całym wyjeździe. Było tak bogato, że nie wiedzieliśmy gdzie patrzeć (znów). Akurat pod koniec wycieczki zaczęło padać, więc bez żalu opuszczaliśmy to wspaniałe miejsce. No może tylko z lekkim żalem :-)
Nasz przewodnik był bardzo miły, niestety po angielsku mówił bardzo niewyraźnie i nie do końca zawsze rozumieliśmy o czym. Uśmiechaliśmy się jednak do niego, kiwając z aprobatą głowami – nie chcieliśmy mu robić przykrości. Każdy z nas rozumiał coś innego, staraliśmy się potem ustalić jakąś wspólną wersję. Ja np. na początku wyprawy zrozumiałam, że naszym zadaniem będzie zbieranie śmieci do worków i oczyszczanie plaży! Przewodnikowi chodziło chyba jednak tylko o to, żeby samemu nie śmiecić :-)


Wieczór spędziliśmy z dziewczynami w ich ogródku, z widokiem na morze, popijając rum light i snując opowieści o przeszłych i przyszłych podróżach...Nie mogliśmy jednak pić za dużo, ponieważ... następnego dnie czekało nas nurkowanie!!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz