Na drugi dzień postanowiliśmy
przejechać się speedboatem (taka namiastka pekaesu) do miasteczka
Bangar położonego w eksklawie Brunei (czyli na teren należącym do
państwa, ale położonym w oddzieleniu od głównego jego obszaru).
Nie zamierzaliśmy tam nic zwiedzać, bo i nie ma co, myśleliśmy,
że może ewentualnie uda nam się wejść w dżunglę i tam trochę
się poszwędać, ale jak dotarliśmy na miejsce, okazało się, że
nie ma tam absolutnie nic, informacja turystyczna jest zamknięta na
cztery spusty, a dżungla jest gdzieś daleko, daleko. Brunei ma
chyba najlepiej zachowaną dżunglę na całym Borneo – nie muszą
sobie zawracać głowy wycinaniem jej pod plantacje, mają
wystarczająco dużo kasy z ropy. Sama przejażdżka łodzią była
jednak wystarczającą przyjemnością (płynie się również przez
dżunglę, 45 minut w jedną stronę), tak więc nie mieliśmy
poczucia straconego czasu.
Po południu, w BSB zwiedziliśmy
jeszcze jeden meczet Jame'Asr Hassanil Bolkiah, wybudowany w 1992
roku, który sułtan zafundował sonie na 25 rocznicę swego
panowania. Jest wypasiony w kosmos, same marmury, złoto i inne
arrasy, nawet przyjemny dla oka. Najfajniejszy jest jednak ogród
wokół meczetu, ma bardzo zadbane alejki, fontanny, wszystko jak
spod igły. Meczet znajdował się na przedmieściach, co pozwoliło
nam podejrzeć jak one się prezentują. Byliśmy trochę zaskoczeni,
ponieważ prezentują się dużo lepiej niż centrum. Tam widać już
trochę to bogactwo Brunei. Piękne wille i instytucje publiczne,
bardzo czysto i porządnie, wszystko na wysoki połysk.
W drodze powrotnej z meczetu czekaliśmy
na przystanku na autobus, a tu nagle zatrzymał się jakiś jeepowaty
samochód i pani siedząca w nim spytała czy jedziemy do centrum.
Okazało się, że to taki taxi service, pobierają dokładnie taką
samą opłatę jak za autobus, a dowożą prawie pod drzwi domu :-).
Pan kierowca dopytywał nas oczywiście o to kim jesteśmy, co
robimy, itd. Ludzie tu (i w Malezji) są równie sympatyczni jak na
Filipinach. Bardzo często bezinteresownie pomagają, zagadują,
pozdrawiają z daleka i mówią: witajcie moim kraju! :-)
Nasza wizyta w Brunei była krótka,
ale chyba zadowoliła nas w pełni. Ten kraj jest jednak zbyt senny i
spokojny, żebyśmy chcieli siedzieć tam dłużej niż dwa dni.
Bardzo się jednak cieszymy, że tu przyjechaliśmy, a naszym
ulubiony miejscem pozostaje oczywiście miasto na wodzie. Jeśli
będziecie kiedyś na malezyjskim Borneo i będziecie mieli dwa dni
do zagospodarowania, wpadnijcie tu i oceńcie sami.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz