poniedziałek, 24 czerwca 2013

Nie mam pomysłu na tytuł :-) - Brunei - 17.06.2013

Na drugi dzień postanowiliśmy przejechać się speedboatem (taka namiastka pekaesu) do miasteczka Bangar położonego w eksklawie Brunei (czyli na teren należącym do państwa, ale położonym w oddzieleniu od głównego jego obszaru). Nie zamierzaliśmy tam nic zwiedzać, bo i nie ma co, myśleliśmy, że może ewentualnie uda nam się wejść w dżunglę i tam trochę się poszwędać, ale jak dotarliśmy na miejsce, okazało się, że nie ma tam absolutnie nic, informacja turystyczna jest zamknięta na cztery spusty, a dżungla jest gdzieś daleko, daleko. Brunei ma chyba najlepiej zachowaną dżunglę na całym Borneo – nie muszą sobie zawracać głowy wycinaniem jej pod plantacje, mają wystarczająco dużo kasy z ropy. Sama przejażdżka łodzią była jednak wystarczającą przyjemnością (płynie się również przez dżunglę, 45 minut w jedną stronę), tak więc nie mieliśmy poczucia straconego czasu.

Po południu, w BSB zwiedziliśmy jeszcze jeden meczet Jame'Asr Hassanil Bolkiah, wybudowany w 1992 roku, który sułtan zafundował sonie na 25 rocznicę swego panowania. Jest wypasiony w kosmos, same marmury, złoto i inne arrasy, nawet przyjemny dla oka. Najfajniejszy jest jednak ogród wokół meczetu, ma bardzo zadbane alejki, fontanny, wszystko jak spod igły. Meczet znajdował się na przedmieściach, co pozwoliło nam podejrzeć jak one się prezentują. Byliśmy trochę zaskoczeni, ponieważ prezentują się dużo lepiej niż centrum. Tam widać już trochę to bogactwo Brunei. Piękne wille i instytucje publiczne, bardzo czysto i porządnie, wszystko na wysoki połysk.

W drodze powrotnej z meczetu czekaliśmy na przystanku na autobus, a tu nagle zatrzymał się jakiś jeepowaty samochód i pani siedząca w nim spytała czy jedziemy do centrum. Okazało się, że to taki taxi service, pobierają dokładnie taką samą opłatę jak za autobus, a dowożą prawie pod drzwi domu :-). Pan kierowca dopytywał nas oczywiście o to kim jesteśmy, co robimy, itd. Ludzie tu (i w Malezji) są równie sympatyczni jak na Filipinach. Bardzo często bezinteresownie pomagają, zagadują, pozdrawiają z daleka i mówią: witajcie moim kraju! :-)


Nasza wizyta w Brunei była krótka, ale chyba zadowoliła nas w pełni. Ten kraj jest jednak zbyt senny i spokojny, żebyśmy chcieli siedzieć tam dłużej niż dwa dni. Bardzo się jednak cieszymy, że tu przyjechaliśmy, a naszym ulubiony miejscem pozostaje oczywiście miasto na wodzie. Jeśli będziecie kiedyś na malezyjskim Borneo i będziecie mieli dwa dni do zagospodarowania, wpadnijcie tu i oceńcie sami.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz