Droga do El Nido była oczywiście
troszkę męcząca, w zbyt małym vanie, po krętych drogach, przez
pięć godzin. Na szczęście większość przespałam i niewiele z
niej pamiętam. Wiem na pewno, że w drodze złapała nas na jakimś
postoju tropikalna ulewa! Dawno nie widziałam już tak wielkich
kropel deszczu. Pylista
droga w pięć sekund zamieniła się w bajorko, co nie przeszkodziło
oczywiście szalonemu kierowcy (trzeba uznać, że w Azji każdy
kierowca jest szalony) pruć ile fabryka dała... Staram się już
tym nawet nie stresować, tylko w czasie deszczu jeszcze się
przejmuję :-) El Nido jest o wiele mniej przyjemnym miasteczkiem od
Sabang, no ale wiedzieliśmy o tym, obyło się więc bez przykrej
niespodzianki. Plaża jest malutka i niestety cała zagospodarowana
przez hotele i bary, nie ma więc mowy o w miarę samotnym
relaksowaniu się na niej. Nawet nie staraliśmy się o nocleg na
plaży, wiedzieliśmy, że ceny są poza naszym zasięgiem.
Pojechaliśmy prosto do poleconego nam przez Muinowiczów hotelu
Silverise, który jest nowy, więc pokoje mają bardzo porządny
standard (najlepszy w całej naszej podróży), a do plaży jest i
tak bardzo blisko. I tylko mamy niechcianych lokatorów w postaci
malutkich mróweczek, które w pięć minut obsiadły nasze bananowe
ciasto... na szczęście kiedy tylko znika z pola widzenia jedzenie,
znikają i mrówy (potem okazało się, że to nieprawda i raz nawet
wyszły z komputera!). Ciepłej wody w prysznicu oczywiście nie ma,
ale to już tylko szczegół. I prąd mamy dłużej niż w Sabang, bo
od 2 po południu aż do 6 rano!! Luksus. El Nido jest niestety
również dwa razy droższe od Sabang (no może przesadziłam, ale ze
30 % na pewno). Staramy się jednak zawsze robić zakupy poza centrum
turystycznym i w ten sposób znaleźliśmy mini szaszłyczki za 5
pesos (40 P to jeden dolec więc ok. 40 groszy), nadziewane na patyk
banany za 10 P i super banana rolls (takie jakby naleśniki) za 15 P!
Zauważyłam, że wszyscy napotkani bakpakersi skarżą się na
tutejsze ceny jedzenia i wymieniają informacjami jak zjeść jak
najtaniej. Takie już nasze zboczenie...
El Nido nie jest zbyt piękne, ale też
nie o to chodzi, żeby było. Głównymi atrakcjami w tej okolicy są
tak zwane island hopping i nurkowanie. Island hopping to po prostu
pływanie z wyspy na wyspę, oczywiście razem z przewodnikiem w
wynajętej łódce i odkrywanie pobliskich wysp, których są tu
dziesiątki. Okolica wygląda podobnie jak znana nam już zatoka
Halong Bay - z morza wystają wielkie skały, które właśnie są
tymi wyspami. Jest może tylko trochę bardziej tropikalnie, a
piaseczek tworzący plaże na wyspach jest jaśniutki i przyjemny.
Oczywiście, nie może się też obyć bez snorkelingu, czyli
nurkowania z fajką. Ci pasażerowie łódki, którzy mają na to
ochotę, mogą niejednokrotnie w ciągu jednego dnia poobserwować
życie rybek na okolicznych rafach.
Oczywiście wybraliśmy się na taki
tour i nie pożałowaliśmy! Pogoda dopisała (a martwiliśmy się.,
bo poprzedniego dnia prawie cały dzień lał deszcz), popływaliśmy
w morzu podglądając życie rafy i bardzo pozytywnie się
zmęczyliśmy. W końcu! Trochę przypaliliśmy sobie pupy, bo o tych
miejscach jakoś nie pamiętamy przy smarowaniu kremem, ale widoki
nam to wynagrodziły. Ja pływałam już w koszulce, ale po ostatnich
zabawach wodnych, jutro chyba wskoczę do wody w legginsach. Ledwo
mogę siedzieć, więc muszę nad tym jakoś zapanować :-)
Nie mamy wielkiej praktyki w
snorkelingu, ale jesteśmy zachwyceni. Widzieliśmy dziś tyle
rodzajów rybek, w tak wielu kolorach, tak wiele innych stworzeń
morskich i różnorodnych okazów rafy, że nie jestem nawet w stanie
sobie wszystkich przypomnieć. Nie wiedzieliśmy w którą stronę
patrzeć. Widoczność była wspaniała, woda cieplutka... Czego
chcieć więcej? Tym razem już niczego :-) Jest idealnie i jesteśmy
bardzo uradowani naszym pobytem na Palawanie. W końcu naprawdę
odpoczywamy i nie mamy żadnych powodów do stresu. Chyba jedynym
naszym zmartwieniem jest to czy będzie padać czy nie, chociaż dziś
trochę padało i nie było to aż takie straszne bo snorkelować da
się również w deszczu. Muszę powiedzieć, że mam tutaj chyba
najlepsze pływanie w życiu. Jestem strasznym zmarźlakiem i to
chyba jedyna woda, jaką spotkałam, w której mogę siedzieć
godzinami i ani trochę nie jest mi chłodno. Pamiętam, że nawet w
Kambodży po jakimś czasie marzłam i musiałam wychodzić z morza,
a tutaj nic! No jest idealnie - dla mnie :-)
Z miejsc, które odwiedziliśmy na
pewno największe wrażenie robią secret lagoon – do której
trzeba przecisnąć się przez dziurę w skale i small lagoon, do
której wpływa się przez wąski przesmyk. Szkoda tylko, że jest
tam tak dużo ludzi – takich wycieczek jak nasza organizowanych
jest dziennie pewnie kilkadziesiąt, ale nie ma co narzekać. Miejsca
są niesamowite, nie jest więc dziwne, że nie jesteśmy jedynymi
ludźmi, którzy chcą je zobaczyć. Po drodze mijaliśmy też
luksusowe ośrodki wypoczynkowe na wyspach, jednak noc tam kosztuje
minimum 100 $ za noc/os, więc może innym razem się skusimy, może
kiedy będziemy już dorośli i nie będzie nam się chciało tułać
po różnych dziwnych hostelach i hotelikach... Może ten czas kiedyś
nadejdzie :-)
Na jutro mamy zaplanowany kolejny
island hopping – tym razem gdzieś dalej więc i płynąć będziemy
dłużej i mamy nadzieję na kolejne wspaniałe widoki i wrażenia.
Na pojutrze zaś zapisaliśmy się na prawdziwe nurkowanie z
akwalungiem! Kurs robiliśmy już prawie rok temu i ani razu po nim
nie nurkowaliśmy, a że jestem raczej strachliwa i na początku boję
się wszystkiego, bardzo dokładnie przedstawiłam w centrum nurkowym
moje oczekiwania. Suma sumarum właściciel szkoły powiedział, że
dostaniemy oddzielnego dive mastera! Bardzo dobrze, i ma mnie jeszcze
trzymać za rękę w trakcie schodzenia pod wodę!!! ;-) Mam
nadzieję, że nam się spodoba (chociaż to, że spodoba się
Bartkowi nie podlega najmniejszej wątpliwości) i że uda mi się
przepędzić moje fobie i w pełni cieszyć tym sportem w
przyszłości, ponieważ musi coś w nim być, skoro wszyscy nurkowie
tak się zachwycają!
Pozdrowienia z w końcu słonecznej ojczyzny! :)
OdpowiedzUsuńCzytam o El Nido i wydaje mi się jakby to było wieki temu, ech... :) Pięknie tam...
Zazdroszczę Wam niezmiernie i żeby się dobić poczytam sobie o Waszych podróżach :)
Samych miłych spotkań i przygód życzę!
Eliza
heeej, dzięki! :-) mnie też się wydaje, że to było wieki temu! ale bardzo miło wspominamy :-)
Usuń