31.05.2013
Ostatni dzień maja, nasz 55 dzień
podróży był naszym dniem tranzytowym. Postanowiliśmy odwiedzić
Boracay – filipińską riwierę i miejsce masowym najazdów
turystów – czekała nas więc dłuuuga jazda. Może to trochę
dziwne (dla nas trochę tak), że zdecydowaliśmy się odwiedzić tak
komercyjne miejsce, a jednak z kilku względów się na to
skusiliśmy. Po pierwsze jeszcze nigdy w życiu nie widzieliśmy
takiego prawdziwego, pocztówkowego raju. A tutaj, na Boracay jest
tak zwana White Beach, czterokilometrowa plaża z bialutkim
piaseczkiem o konsystencji niemalże cukru pudru. Pocieszyło nas
również to, że na Boracay można jeszcze znaleźć miejsca mniej
komercyjne, spokojniejsze, takie w których da się wytrzymać dłużej
niż kilka godzin. Pomyśleliśmy też, że to może ostatni moment,
żeby tu przyjechać i nie zwariować, ponieważ wyczytaliśmy
gdzieś, że są plany wybudowania ośrodka giganta i dwukrotne
zwiększenie liczby turystów na przestrzeni 5 lat!! Tego już na
pewno byśmy nie zdzierżyli, skusiliśmy się więc na luksusową
plażę teraz.
Sam tranzyt na wyspę był
nieskończenie długi i bardzo skomplikowany. Najpierw musieliśmy
wstać o 6, złapać jeepney'a do Tagbilaran, tam złapać tricykla,
dostać się na prom. Po zejściu z promu trzeba było złapać
taksówkę, pojechać na lotnisko, wskoczyć w samolot, polecieć do
Kalibo na wyspę Negros, potem złapać vana do Caticlan, a w
Caticlan złapać prom na Boracay. W Boracay pozostało nam tylko
złapać taksówkę, która by nas dowiozła do dzielnicy
bakpakerskiej, czyli tej powiedzmy mniej luksusowej okolicy białej
plaży :-). Wszystko szło nadzwyczaj dobrze aż do Caticlan, gdzie
dojechaliśmy już trochę półżywi, ale zadowoleni, że już
prawie jesteśmy u celu. Najpierw trochę wkurzyli nas w porcie,
gdzie co pięć sekund ktoś sprawdzał nam jakieś papiery, kazał
kupować jakieś bilety, bileciki, opłaty klimatyczne, opłaty
portowe, itd... Dosłownie z 10 osób kolejno coś od nas chciało.
Aż nie mogliśmy w to uwierzyć jak koszmarnie są zorganizowani
ludzie, którzy przecież przyjmują tysiące turystów rocznie...
Może chodzi o to, żeby dać pracę jak największej liczbie osób,
ale z naszej perspektywy wyglądało to jak upierdliwe zawracanie
głowy, co naprawdę nie jest przyjemne po 10 godzinach podróży i z
20 kilogramami rzeczy na garbie...
Kiedy już dostaliśmy się na prom,
gdzie też ze 3 osoby sprawdziły nam bilety, okazało się, że nie
ruszymy tak od razu (niestety wykupiliśmy combo ticket na vana plus
prom) i musimy jeszcze poczekać na resztę pasażerów. Ja popadłam
w stan katatonii, zobojętniałam na wszystko i półleżąc
słuchałam muzyki. Po pół godzinie Bartek zaczął się wkurzać
(a naprawdę trzeba się bardzo postarać, żeby w nim taki stan
wywołać), po godzinie już prawie gryzł ;-). Na szczęście w
końcu odpłynęliśmy, a co w tym wszystkim najżałośniejsze,
płynęliśmy zaledwie 15 minut. Mieliśmy wielkie poczucie straty
czasu (który mogliśmy poświęcić na szukanie lokum jeszcze przed
zmrokiem). Na nieszczęście mnie lokalesi zdołali wkurzyć (o co
znacznie łatwiej :-) ) jak tylko postawiłam nogę na lądzie.
Okazało się, że taksówki są jakoś absurdalnie drogie, a
rozpuszczeni kierowcy nawet nie mają zamiaru negocjować ceny. Po
tym jak jeden z nich z lekką kpiną zaczął śmiać mi się prosto
w twarz, powiedziałam, że w takim razie nie zarobią na mnie nawet
złamanego grosza i postanowiliśmy (a raczej ja, a biedny Bartek nie
oponował) iść pieszo. W połowie drogi trochę zaczęłam tego
żałować, tym bardziej, że nie do końca byliśmy pewni jak daleko
jesteśmy od celu, ale zacisnęłam zęby i nic nie mówiłam. Na
szczęście nie było to bardzo daleko, po 20 minutach byliśmy już
na miejscu i nawet dość szybko znaleźliśmy pokoik, w bambusowej
chatce, który spełniał nasze oczekiwania. Wieczorem poszliśmy
tylko na kolację na plaży i pod palmę :-), a potem miałam już
tylko siłę paść bez sił na łóżko i zapaść w głęboki sen.
Niestety był on tylko głęboki do pierwszego piania kogutów, czyli
gdzieś do środka nocy... Piania powtarzały się regularnie aż do
samego rana... Rano zaś okazało się, ze za płotem mamy hodowlę
kur. Niech żyją wakacje!
Uwielbiam pianie kogutów!!!IP
OdpowiedzUsuń