wtorek, 6 sierpnia 2013

Dżogdża! - Indonezja - 06.07.2013

Następnego dnia postanowiliśmy zwiedzić kolejną świątynię – Borobudur. Jest to świątynia buddyjska, którą zbudowano koło VIII wieku i co ciekawe, zaraz po ukończeniu porzucono. Ponownie odkryta została dopiero w XIX wieku przez brytyjskich kolonizatorów, którzy to zajęli się jej restauracją. Borobudur również wielokrotnie zagrażały i katastrofy naturalne i terroryści, jednak jakimś cudem nigdy znacznie nie ucierpiała i po dziś dzień cieszy oczy zwiedzających – samych buddystów w okolicy jest dość niewielu. Świątynia ma budowę piramidalną, a jej najwyższe tarasy wieńczą 72 dagoby (takie kamienne dzwony), w których znajdują się posągi buddy (poza jedną). Muszę przyznać, że ta świątynia zrobiła na mnie wrażenie i zwiedzanie jej było prawdziwą przyjemnością. Być może dlatego, że zwiedzanie zaczęliśmy o 6 rano (wstać na tę wyprawę musieliśmy po 4!!) i nie było jeszcze ani dzikich tłumów, ani upału. W takich warunkach naprawdę można było poczuć i historię i duchowość tego miejsca.

Czas w Yoyakarcie, poza chwilami kiedy zwiedzaliśmy, niemiłosiernie nam się dłużył. Żałowaliśmy trochę, że przeznaczyliśmy na zwiedzanie miasta i okolic aż trzy dni, okazało się bowiem, że spokojnie można wszystko było zrobić w jeden, gdybyśmy się dobrze spięli i zorganizowali. No, ale niestety zakupiliśmy już bilet na pociąg na 8 lipca i przed tym terminem byliśmy w Dżogdży (pieszczotliwie nazywanej w ten sposób przez miejscowych) uziemieni. Sam zakup biletu również był niezła przygodą. Zanim nam się udało, chodziliśmy na dworzec trzy razy! Mają system kolejek i numerków, ale kolejki były tak ogromne, że nigdy nie mieliśmy cierpliwości, aby w nich stać. Kiedy po raz kolejny wzięliśmy numerek i okazało się, że przed nami czeka osiemdziesiąt parę osób, postanowiliśmy wrócić do pokoju i spróbować kupić bilety przez internet. Kiedy po wielu próbach i odszyfrowaniu strony po indonezyjsku w google translate, wydawało nam się, że wszystko się już udało, wyskoczyła informacja, że z systemu mogą korzystać jedynie posiadacze indonezyjskich kart kredytowych... Pognaliśmy więc na dworzec, z nadzieją, że może jeszcze załapiemy się na nasze miejsce w kolejce i okazało się, że... dosłownie następny numerek w kolejności do kasy, należy do nas!! Ha! W końcu coś nam się udało...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz