Jesteśmy w drodze! Lecimy właśnie do Stambułu, zaczynamy w końcu naszą Nową Wielką Przygodę. Ostatnie dni przed wyjazdem były szaleństwem: pożegnania, pakowanie, sprzątanie, załatwianie spraw, martwienie się i stresowanie, czy aby ze wszystkim się wyrobimy (tak, to martwienie to głównie moja sprawka). Noc poprzedzająca wyjazd była już kompletnie ciężka, bo musieliśmy doprowadzić mieszkanie do ładu na tyle, żeby jego następni lokatorzy zechcieli tam wejść i zamieszkać:-), Sprawa była o tyle trudna, że niestety z braku czasu przez poprzednie dwa tygodnie działaliśmy w kierunku odwrotnym ;-) Musieliśmy też w końcu spakować nasze plecaki i przyznam, że robiłam to już po omacku, z na wpół zamkniętymi oczami, lekko nieprzytomna, tak, że na drugi dzień zupełnie nie wiedziałam co gdzie mam i czy wszystko co niezbędne do przeżycia udało mi się zabrać.
Po pożegnaniu na dworcu z wierną świtą, której dziękuję i którą ściskam, zasiedliśmy w Polskim Busie i zapadliśmy w bardzo głęboki sen. Nie miałam siły nawet wyglądać przez okna na postojach, nie przeszkadzały mi niewygody, przygniatający mnie Bartek, nic nie było ważne, chciałam tylko SPAĆ! W Berlinie z lotniska odebrała nas Rodzinka Bartka i zawiozła do siebie do domu, gdzie mieliśmy spędzić miłe i spokojne dwa dni. Niniejszym serdecznie dziękujemy za gościnę i polecamy się na przyszłość! :-) Teraz siedzimy w samolocie i cieszymy się, że w końcu za parę godzin przestaniemy marznąć, w Turcji podobno wiosna jest już w pełnym rozkwicie. Słońce, nadciągamy!!
A teraz mała, osobista dygresja. Nie wiem już sama ile razy musieliśmy odpowiadać na pytania jaką trasą jedziemy, na jak długo, kiedy wracamy, czy się stresujemy, czy już jesteśmy spakowani (po tym pytaniu zazwyczaj zalewała mnie fala grozy i przerażenia, ponieważ nie, oczywiście NIE byłam spakowana do ostatniej chwili!). Nie wiem ile usłyszeliśmy dobrych rad i ostrzeżeń, ile osób wyraziło troskę o nasze bezpieczeństwo, żal z powodu nadchodzącego rozstania. Nie wiem, ponieważ było tego bardzo dużo. Chciałam Wam jednak podziękować i za to zainteresowanie i za troskę i nawet za to niezadowolenie, które w gruncie rzeczy było wzruszające. Przyznam, że mi również ciężko było wyjechać i wcale nie z tak lekkim sercem jakby to się mogło wielu wydawać. Tak, oczywiście czekają nas wspaniałe, beztroskie wakacje, będziemy zwiedzać, poznawać, smakować, spotykać, opalać, fotografować, nurkować, surfować i sama nie wiem co jeszcze... A jednak, pomimo tej cudownej perspektywy, gdzieś w głębi duszy jakaś mała szpileczka kłuje i jak na razie nie pozwala w 100 procentach rozkoszować się wyjazdem. Może muszę odpocząć po tym ostatnim zabieganym i stresującym miesiącu. A może po prostu na starość robię się ckliwa i sentymentalna... ;-)
Wszystkim tym, którzy się o nas martwią obiecujemy, że będziemy bardzo na siebie uważać, wzajemnie i indywidualnie, odzywać się tak często jak to będzie możliwe i wrócić w jednym kawałku :-)
Po pożegnaniu na dworcu z wierną świtą, której dziękuję i którą ściskam, zasiedliśmy w Polskim Busie i zapadliśmy w bardzo głęboki sen. Nie miałam siły nawet wyglądać przez okna na postojach, nie przeszkadzały mi niewygody, przygniatający mnie Bartek, nic nie było ważne, chciałam tylko SPAĆ! W Berlinie z lotniska odebrała nas Rodzinka Bartka i zawiozła do siebie do domu, gdzie mieliśmy spędzić miłe i spokojne dwa dni. Niniejszym serdecznie dziękujemy za gościnę i polecamy się na przyszłość! :-) Teraz siedzimy w samolocie i cieszymy się, że w końcu za parę godzin przestaniemy marznąć, w Turcji podobno wiosna jest już w pełnym rozkwicie. Słońce, nadciągamy!!
A teraz mała, osobista dygresja. Nie wiem już sama ile razy musieliśmy odpowiadać na pytania jaką trasą jedziemy, na jak długo, kiedy wracamy, czy się stresujemy, czy już jesteśmy spakowani (po tym pytaniu zazwyczaj zalewała mnie fala grozy i przerażenia, ponieważ nie, oczywiście NIE byłam spakowana do ostatniej chwili!). Nie wiem ile usłyszeliśmy dobrych rad i ostrzeżeń, ile osób wyraziło troskę o nasze bezpieczeństwo, żal z powodu nadchodzącego rozstania. Nie wiem, ponieważ było tego bardzo dużo. Chciałam Wam jednak podziękować i za to zainteresowanie i za troskę i nawet za to niezadowolenie, które w gruncie rzeczy było wzruszające. Przyznam, że mi również ciężko było wyjechać i wcale nie z tak lekkim sercem jakby to się mogło wielu wydawać. Tak, oczywiście czekają nas wspaniałe, beztroskie wakacje, będziemy zwiedzać, poznawać, smakować, spotykać, opalać, fotografować, nurkować, surfować i sama nie wiem co jeszcze... A jednak, pomimo tej cudownej perspektywy, gdzieś w głębi duszy jakaś mała szpileczka kłuje i jak na razie nie pozwala w 100 procentach rozkoszować się wyjazdem. Może muszę odpocząć po tym ostatnim zabieganym i stresującym miesiącu. A może po prostu na starość robię się ckliwa i sentymentalna... ;-)
Wszystkim tym, którzy się o nas martwią obiecujemy, że będziemy bardzo na siebie uważać, wzajemnie i indywidualnie, odzywać się tak często jak to będzie możliwe i wrócić w jednym kawałku :-)
Udanej podróży! Pozdrawiam Paweł
OdpowiedzUsuńswoją droga zastanawia mnie ile bagażu trzeba wziąć na taką podróż - ja bym miał ze 100 kilo różnych koniecznych pierdółek.
Usuńnasze plecaki rzeczywiście zdają się ważyć po 100kg... linie lotnicze zmusiły nas jednak do zabrania tylko 20kg ;)
Usuń