Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nepal. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nepal. Pokaż wszystkie posty

sobota, 11 maja 2013

Ostatnie zdjęcia z Nepalu publikuję bez żalu

Riksza w Katmandu o poranku. Rikszarz (śpiący) znajduje się wewnątrz bordowej pościeli

Rozwiązanie rebusu: nasz trekking pod Everest

Garden of Dreams. Tak, wejście na teren ogrodu pozostaje dla większości nepalczyków tylko w sferze marzeń.

Szopa do kontroli bezpieczeństwa podstawiona przed wejście na pokład. Lecieliśmy liniami SpiceJet, więc musiało być ostro!

piątek, 10 maja 2013

Bye bye Nepal


Ostatni dzień w Katmandu był dla nas i leniwy i intensywny. Chyba nic nam się nie chciało, ale zdecydowaliśmy, że następnego dnia lecimy już do Indii, więc niestety wiele musieliśmy załatwić. Pranie, zakupy, zakupy, zakupy, musieliśmy się najeść, kupić owoce, itd., itp. Brzmi jak ciężka praca, prawda? ;-) Bardzo miłe było przeniesienie się z zimnych gór, do gorącego, ale bez przesady, Katmandu. Mieliśmy perspektywę ciepłej nocy, bez trzech śpiworów na sobie, czapek, kalesonów i ciepłych skarpet. W końcu! Mogliśmy się kąpać do woli, myć ręce, kiedy przyszła nam na to ochota, a ja mogłam w nawet wykonać zabiegi kosmetyczne, na które w górach nie było warunków. W końcu! Niestety przyszły też chwile „grozy”, kiedy zobaczyliśmy jakich zniszczeń na naszym ciele dokonał trekking (chociaż pewnie tylko ja się tym przejęłam). Niestety przez te 18 dni żyliśmy w warunkach grubo odbiegających od normalnych i jakiś ślad po prostu pozostać musiał. Na szczęście wszystko w swoim czasie się zagoi, wygładzi, podleczy i może znów będziemy kiedyś piękni (może nawet zanim wyjdziemy na plażę!!! :-) ).

Nasze 7 kilo prania, które oddaliśmy, wróciło do nas w stanie zadowalającym, ale nie wspaniałym. Przezornie – wiedząc, że nepalscy pracze głównie wklepują brud, zamiast się go pozbywać, nie oddałam kilku wrażliwszych sztuk i postanowiłam zabawić się w pranie ręczne. Rezultat? Mój biały t-shirt, po praniu w szamponie(!), płukaniu, wyżymaniu, suszeniu, na drugi dzień okazał się być jeszcze bardziej brudną, pełną rdzawych plam szmatą.... Woda lecąca w kranach z Katmandu, o kolorze zbliżonym do tej ze ścieków dokonała dzieła zniszczenia i nie wiem, naprawdę nie wiem czy będę miała co ratować...

Wieczorem mieliśmy poświętować nasze zwycięstwo nad Himalajami, kupiliśmy 3 piwa, zasiedliśmy na tarasie i... po 1,5 piwa oraz o godz. 20 poczuliśmy, że chyba nie damy rady i musimy udać się spać. Tak, taka była nasza pora snu na trekkingu, 20, 21, a w dni kiedy zaszaleliśmy 21:30. Dostosowaliśmy się do cyklu wiejskiego – gdzie wstaje się z kogutami, a chodzi spać z kurami...

Na następny dzień, pozostawiliśmy sobie jeszcze tylko wizytę w Garden of Dreams, małej oazie spokoju i zieleni, w samym centrum tłocznego Katmandu. Ogród powstał z inicjatywy marszałka Kaiser Shumsher Jung Bahadur Rana, na początku 20 wieku, potem, gdy wiele lat później przeszedł w ręce rządu, jak można się spodziewać popadł w ruinę i dopiero kolejne wiele lat później, za pomocą Austriaków (!), odrestaurowano połowę dawnego ogrodu. Remont trwał 7 lat, ale efekty są miłe dla oka i dla duszy. Po okrutnym tumulcie miasta, miło doświadczyć tego zielonego miejsca i odetchnąć chwilę od spalin (dosłownie) i tłoku. Niestety bilety wstępu – 200 rupii, to zbyt wiele dla mieszkańców Katmandu (2,5 dolara) i można tam spotkać głównie turystów (poza pracownikami, których jest oczywiście bardzo wielu). Bardzo miło nam tam było, jednak musieliśmy się zebrać i przygotować do wyjazdu. Kiedy spakowaliśmy plecaki okazało się, że mamy 2 razy więcej rzeczy niż na początku (może dlatego, że jechaliśmy bądź co bądź w zimowych ciuchach) i duży problem ze spakowaniem się. Poszliśmy jeszcze do naszej ulubionej knajpki na ostatniego dal bhata (porcja była tak duża, że dałam radę zjeść może z połowę – ja! ja!) i o wiele za wcześnie pojechaliśmy na lotnisko. Spodziewaliśmy się dużego tłoku, a jednak wszystko poszło gładko i efekt był taki, że ze 3 godziny siedzieliśmy tam i nudziliśmy się. Zabawne było jednak odprawianie nas na samolot – kontrolę osobistą, czyli sprawdzanie zawartości bagażu podręcznego i „obmacywanie” pasażerowie przechodzą 3 razy! Między innymi w odstępie dwóch minut, przed wpuszczeniem na płytę lotniska i przed wkroczeniem na pokład samolotu (przed schodami ustawili blaszaną budkę)... Z tego co pamiętam sprzed dwóch lat tak jest przed każdym lotem do Indii, nie jest to kwestia nadgorliwości Nepalczyków. No cóż, w kwestii podróży podniebnych wolę chyba jednak nadgorliwość niż zaniedbanie, mimo wszystko.

Z jednej strony cieszyliśmy się, że jedziemy dalej, że spotkamy się z Łukaszem, zobaczymy nowy kraj... A jednak mi osobiście było troszkę żal. Nie wiem kiedy znów wrócimy do Katmandu, na razie nie planujemy żadnych trekkingów w Himalajach, ten ostatni wyczerpał nasz zapał na ładnych kilka lat pewnie. Poza tym może trzeba obrać nowe kierunki świata, a nie skupiać tylko na Azji. Ogarnęła mnie więc nostalgia jeszcze zanim opuściłam Nepal. No cóż, nigdy nic nie wiadomo... A gdybyście kiedyś potrzebowali hostelu w Katmandu, zgłoście się do nas, mamy namiary na naprawdę fajne miejsce :-)  

poniedziałek, 6 maja 2013

wróciliśmy!

Hej, to znów my, po długiej przerwie powróciliśmy do cywilizacji i w miarę normalnego życia. Wczoraj z samego rana, wsiedliśmy w samolot, na "najniebezpieczniejszym lotnisku świata" ;-), a ten spokojnie i bez ekscesów przywiózł nas do Katmandu. Wszystkie nasze założenia trekkingowe udały się w 100 %, udało się nawet więcej! Jesteśmy bardzo szczęśliwi, ale też bardzo, bardzo zmęczeni, poziom witamin w naszym organizmie wynosi - 100000, w związku z czym nie wyglądamy chyba najlepiej... Od wczoraj staramy się jednak nadrobić wszystkie braki i zajmujemy się głównie jedzeniem i spaniem :-) Za 10 minut znów ruszamy na lotnisko i lecimy do Indii, do New Delhi, gdzie z lotniska ma nas odebrać Łukaszek. Nie będziemy tam więc tacy zupełnie sami :-)
Nadrobimy zapewne braki blogowe, wszystko skrupulatnie zapisywałam w papierowym dzienniczku, dajcie mi tylko trochę czasu. Na pewno będziemy też na bieżąco opisywać nowe przygody, nie zaniedbamy bloga. Mamy dużo do opowiedzenia i dużo do pokazania, odwiedzajcie nas więc tu od czasu do czasu.

Namasteeee.

niedziela, 5 maja 2013

EBC trek - dzień 18 i 19

Osiołki w stromej akcji

Flagi modlitewne na moście

Spotkanie znajomego z UK

Koniec trasy!

Koniec trasy!

Hillary Airport - terminal

Opłaty lotniskowe - tutaj

Startowanie w Lukli odbywa się w dół

Nasza fura

i jej wnętrze

Lądowanie w Katmandu

Widok z mojego fotela

Powrót do "cywilizowanej" Azji ;)

EBC trek - dzień 16 i 17

Mani i Ama Dablam

Transport materiałów budowlanych

Przeprawa

Mecz na szczycie

Szkoła w Namche

Namche Bazar

Namche

Pit-stop osiołków

EBC trek - dzień 15

Przed świtem

Wschód zza Nuptse

Na tle Pumori

Tu też

Na szczycie

Nuptse i Everest

Widok w dół z Kala Pattar

EBC z oddali

Blisko księżyca

Zaręczycielka

Zaręczyciele

Widok z Kala Pattar na Everest i Lhotse

Widok z Gorak Shep na Kala Pattar i Pumori

Jak oś tak

Budowa domu w Pangboche

EBC trek - dzień 14

Już niedaleko

Nuptse, Everest, Lhotse

Przy EBC

Namioty EBC

Nuptse

Transport do bazy

Jeziorko na lodowcu

U celu

Na miejscu

W bazie

Baza